Kradzież Kii Wrocław
Źródło: zdrogi.pl

WIDEO - Niecałe 3 minuty, tyle wystarczyło by ukraść auto

Piotr SzczurowskiPiotr Szczurowski
29 Kwietnia 2020

Kia Sorento w kolorze czarnym, warta 120 tysięcy złotych, nie była niestety ubezpieczona. Właściciele próbują odnaleźć auto na własną rękę. Szukają nagrań z innych kamer, które może zarejestrowały trasę ich samochodu ze złodziejami na pokładzie.

Niecałe trzy minuty - tyle wystarczyło złodziejom, aby dostać się na prywatną posesję, ukraść auto i oddalić się poza zasięg kamery domowego monitoringu. Właściciel starał się ich dogonić na własną rękę, ale niestety nie dał rady.

W nocy z 24 na 25 kwietnia dokładnie o 2:22, dwóch młodych mężczyzn pojawiło się na jednej z posesji na wrocławskich Kowalach. Kiedy jeden z nich schował się między autami, drugi sforsował bramę. Złodzieje bardzo ostrożnie, by nikogo nie obudzić, dostają się na teren posesji i szybko otwierają drzwi auta. Jeden z nich wchodzi do środka i niemal natychmiast udaje mu się go odpalić.

Właściciela auta zaalarmowała córka, która zauważyła przez okno zapalone światła. Początkowo założyła, że to ojciec gdzieś wyjeżdża - słusznie jednak postanowiła to sprawdzić.

Cała „akcja” przebiegła błyskawicznie. O 2:25 złodzieje już opuszczali posesję w ukradzionym aucie. Pan Stanisław, właściciel auta, wsiadł z córką do drugiego samochodu i ruszyli w pościg. Niestety dość szybko okazało się, że ślad po nich zaginął.

- Byliśmy pewni, że uciekali w kierunku dzielnicy, gdzie nie ma kamer. A oni wybrali główną ulicę na krajówkę w stronę Warszawy - przyznaje Stanisław Grochowski.

Policja już prowadzi czynności w kierunku ustalenia i zatrzymania sprawców kradzieży.

Podczas kontroli policjanci nie mogli uwierzyć, gdy dał im swój dowód osobistyPodczas kontroli policjanci nie mogli uwierzyć, gdy dał im swój dowód osobistyCzytaj dalej

Kia Sorento w kolorze czarnym, warta 120 tysięcy złotych, nie była niestety ubezpieczona. Właściciele próbują odnaleźć auto na własną rękę. Szukają nagrań z innych kamer, które może zarejestrowały trasę ich samochodu ze złodziejami na pokładzie. O pomoc poprosili też w internecie.

- Udostępniliśmy to na Facebooku. Ludzie, którzy się na tym znają, pisali, że złodzieje specjalnym urządzeniem wzmocnili sygnał z kluczyka i tak odpalili auto. Mój błąd był taki, że zostawiłem pilota od bramy w samochodzie. To przestroga dla innych - przyznaje właściciel.

Monika Grochowska, żona pana Stanisława dodaje, że nie mają podejrzeń, kto to mógł zrobić. - Liczymy na to, że komuś uda się rozpoznać sprawców - mówi.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. ZDJĘCIA - Sąsiedzi zdemolowali auto pielęgniarki - nie uwierzycie dlaczego
  2. Skrajnie niebezpieczne zachowanie dwóch mężczyzn z warszawskiej Pragi
  3. Rząd przedłuża obostrzenia - najnowsza zmiana w rozporządzeniu
Następny artykuł