Lamborghini Huracan
Źródło: Photo by Arian Darvishi on Unsplash

Jedno auto a kilka marek, czyli Badge Engineering w wersji premium

Piotr SzczurowskiPiotr Szczurowski
18 Marca 2020

Badge Engineering to oferowanie produktów innej marki pod swoim brandem. W świecie motoryzacji korzystają z takiego rozwiązania nawet marki luksusowe! Przedstawiamy przykłady.

Badge Engineering to określenie sytuacji, w której jeden model sprzedawany jest po kilkoma markami.

Oczywiście jest to bardzo luźne pojęcie i obejmuje zarówno sytuację, gdy identyczny model bez praktycznie żadnych zmian występuje z różnymi znaczkami (jak, np. Toyota GT-86 i Subaru BRZ), jak i sytuacje, gdy pokrewieństwo jest mniej oczywiste (Citroen C1, Peugeot 108 i Toyota Aygo).

Badge Engineering w świecie motoryzacji nie jest niczym niezwykłym i pozwala zaistnieć w nowych segmentach ( lub po prostu w nich pozostać ) przy względnie niskich inwestycjach. Mało kto jednak wie, że są sytuacje, gdy nawet marki PREMIUM postanowiły troszkę „oszukać” klienta.

Poniżej kilka sytuacji, które mogą być lekkim zaskoczeniem:

Cygnet IQNa początek względnie popularny przykład - Aston Martin Cygnet.
Cygnet był brytyjskim bliźniakiem Toyoty IQ - modelu niezbyt popularnego w europie. Co jednak podkusiło arystokratycznego Astona do adopcji małej Toyoty? Emisja spalin. Konkretniej chęć obniżenia średniej emisji CO2 gamy modelowej. Koncerny motoryzacyjne od lat są „zachęcane” do szukania coraz nowszych rozwiązań i sposobów na obniżenie wypływu swoich produktów na środowisko naturalne.

Aston postanowił zaadaptować ekonomiczne IQ, sprzedać pod swoją marką i,tym samym, obniżyć średnią emisję dla swojej gamy modelowej. Co ciekawe - Cygnet nie był produkowany na jednej linii z Toyotą. Był produkowany jako Toyota, a następnie wysyłany do UK gdzie go rozbierano i składano na nowo. Nie było to jednak dostatecznym uzasadnieniem ponad dwukrotnie wyższej ceny niż dawcy narządów i Aston sprzedał się w liczbie około 500 sztuk.

Saab 9-2X Aero Subaru Impreza
Saab 9-2X Aero - Subaru Impreza

Jak skończył Saab, niestety wszyscy wiemy. Nim jednak ostatecznie marka upadła podjęto kilka prób wprowadzenia nowych modeli, które miały podźwignąć sprzedaż i dać szansę przetrwać. Skupię się na tylko na jednym przykładzie,czyli Saabie 9-2X Aero. Pierwszy rzut oka na nadwozie od razu zdradza we współpracy, z jakim koncernem powstał ten model. Saab-a raczej Saabaru jak bywa nazywany ten model - jest po prostu Subaru Imprezą ze zmienionym pasem przednim. Reszta w zasadzie pozostała bez zmian. Trochę to smutne, że marka od zawsze słynąca z indywidualizmu znalazła się w sytuacji, w której musiała posunąć się do oferowania nieznacznie zmienionego modelu innego producenta. Czas pokazał, że nie pomogło to uratować marki od upadku.

Alfa Romeo Arna
Alfa Romeo Arna i Nissan Pulsar

Przykład mniej znany z naszego podwórka. Może nawet całkowicie nieznany, bo Alfa Romeo Arna raczej nie jest częstym widokiem na polskich ulicach. Ba! Osobiście nie pamiętam, bym kiedykolwiek widział taką na żywo. Skąd więc takie porównanie na liście? Bo Alfa Romeo to marka aspirująca od lat do segmentu premium i od zawsze kojarząca się z prawdziwie włoskim podejściem do designu. Nissan z kolei to typowo japoński producent - słynący raczej z niezawodności i do bólu poprawnych produktów.

Oczywiście Japończycy mają w swoim portfolio wiele cudownych modeli - seria Z, GT-R, Skyline... ale Alfa postanowiła dokleić swój znaczek do Pulsara i oferować go pod swoją marką. Oczywiście silniki, skrzynie, etc. pochodziły od włoskiego producenta i na pewno pozytywnie wpłynęło to na odczucia z jazdy, ale stojąca na parkingu Alfa Romeo Arna raczej nie wzbudzi u nikogo zachwytu.

Ferrari Enzo i Maserati MC-12
Ferrari Enzo i Maserati MC-12

Ferrari Enzo jest względnie popularnym modelem. Może nie widać go na ulicach, ale większość mężczyzn zapytanych o to, jak wygląda, będzie w stanie mniej-więcej sobie je wyobrazić. Maserati MC-12 z kolei to zdecydowanie mniej rozpoznawalny model. Zaskakującym zatem może być fakt, że te dwa ( horrendalnie drogie )modele dzielą ze sobą płytę podłogową i silniki. Tak właściwie Maserati wyprodukowało MC-12 w wersji drogowej z myślą o FIA GT - przepisy wymagały bowiem, by producenci startujący we włoskiej serii wyścigów wyprodukowali minimum 25 sztuk startujących modeli w wersji drogowej.

Lamborghini Huracan i Audi R8 V10
Lamborghini Huracan i Audi R8

Ciężko mówić o sprzedawaniu jednej technologii pod kilkoma markami nie wspominając o Volkswagenie. Marka ta jest mistrzem świata i okolic w oferowaniu sprawdzonych rozwiązań na kilkanaście sposobów. Na samej tylko płycie MQB z jednym silnikiem możemy mieć,np. Golfa, Tiguana, Sportvana, A3, Q3, TT, Leona, Atece, Octavie, Karoqa, itd. wymieniać można by jeszcze długo. Nie można nazwać tego Badge Engineeringiem, ponieważ różnice między modelami mogą być ogromne. Ciężko nazwać Audi TT i Skodę Karoq tym samym autem z jednym znaczkiem.

Zdecydowanie łatwiej jednak zauważyć podobieństwa w przypadku Audi R8 V10 i Lamborghini Huracanem. Do niedawna Audi było taką biedniejszą wersją Gallardo i VAG robił, co mógł, by modele te nie wchodziły sobie w drogę. W obecnych odsłonach jest to w zasadzie to samo danie przyprawione w inny sposób. Huracan jest bardziej narowisty i mniej praktyczny, podczas gdy Audi zdaje się lepszym wyborem na co dzień ze względu na większą przestrzeń dla pasażerów i bardziej komfortowy charakter.

Nie zmienia jednak to faktu, że oba modele dzielą ze sobą podwozie,silniki i pod „blachą” są niemal identyczne.

Alfa Romeo 8C i Maserati Granturismo
Alfa Romeo 8C i Maserati GrantTurismo

Znowu Alfa Romeo i ponownie Maserati. Obie marki od lat nie radzą sobie najlepiej. Alfa przegrywa w segmencie premium z niemieckimi wynalazkami a Maserati... przegrywa w segmencie aut luksusowych z niemieckimi wynalazkami. Jakiś czas temu postanowiono, wzorem Volkswagena, zacieśnić współprace między markami należącymi do grupy Fiata - w ten sposób narodziła się Alfa Romeo 8C - limitowany model,który miał być raczej wizerunkową wizytówką.

Mercedes X i Nissan Navara
Mercedes X-Class i Nissan Navara

Jakiś czas temu temu Mercedes postanowił wejść we współpracę z koncernem Renault-Nissan. Czas pokazał, że owoce tego romansu nie należały do najsłodszych - o ile technologicznie obie strony wiele zyskały, o tyle modele Mercedesa powstałe na podstawie modeli Renault-Nissan nie były strzałem w dziesiątkę. Przypomnijmy:
Smart ForTwo/Renault Twingo - napęd na tył i silnik z tyłu. Brzmi nieźle - ale się nie sprawdziło. Przyszłe Smarty będą już jedynie elektryczne.

Renault Kangoo i Mercedes Citan
Mercedes Citan/Renault Kangoo
- podręcznikowy przykład badge engineeringu. Citan był krytykowany za bycie „drogim kangurem” ze zmienionym pasem przednim.
Skupmy się jednak na klasie X. Mercedes uznał, że na rynku brakuje prawdziwego SUV-a z segmentu premium.

Rynek uważał inaczej...

...przynajmniej tak sugerowałyby słupki sprzedaży Nissana Navary z gwiazdą na masce. Wiele wskazuje na to,że ludzie niechętnie chcieli dopłacać do produktu Nissana z innym znaczkiem. Choć tak naprawdę Mercedes wiele zrobił, by ich pickup nie odstawał od reszty gamy modelowej . To niestety nie wystarczyło, by potencjalni klienci zapomnieli o rodowodzie klasy X. Po prostu „nie pykło” i w tym roku Mercedes ogłosił zakończenie produkcji modelu.

Następny artykuł