Charging Electric Car
Źródło: zdrogi.pl

Czy samochody elektryczne to przyszłość? Analizujemy

Czy za kilkanaście lat nasze wnuki na widok auta, zamiast „wrum” będą wydawać dźwięki typu „wziuuuuum"? A może „łiiii"?

Ponad 20 lat temu wszystko było jasne. Auta były spalinowe, a prąd był dobry do RTV i AGD (artykuł niesponsorowany).

Potem sytuacja zaczęła się zmieniać - japończycy na czele z Toyotą i Hondą rozpoczęli elektryfikację swoich produktów i weszliśmy w erę aut hybrydowych. Jesteśmy na etapie, w którym silnik elektryczny wspomagający pracę poczciwego benzyniaka nie jest niczym niezwykłym - a wszystko wskazuje na to, że wkrótce benzyniaki/ropniaki bez dopingu będą czymś rzadko spotykanym.

Jaki będzie następny etap? Najprawdopodobniej wkroczymy w erę samochodów elektrycznych. Ale dlaczego?

Czy za kilkanaście lat nasze wnuki na widok auta, zamiast „wrum” będą wydawać dźwięki typu „wziuuuuum"? A może „łiiii"?

Jakkolwiek głupie pytanie porusza jedną z istotnych kwestii motoryzacji elektrycznej. Dźwięk. A właściwie jego brak. Większość producentów, szczególnie marek luksusowych, dąży do jak najlepszego wyciszenia wnętrza swoich aut. Ma to sprzyjać poczuciu odcięcia od świata i zwiększonego komfortu. W samochodach elektrycznych wewnątrz słyszymy praktycznie tylko powietrze opływające nadwozie i dźwięk toczących się opon.

Policja zatrzymała podwarszawskich złodziei MustangówPolicja zatrzymała podwarszawskich złodziei MustangówCzytaj dalej

Brzmi świetnie? Nie, jeśli jesteś pieszym zagapionym w telefon. Jednym z problemów aut elektrycznych jest to, że są niemal niesłyszalne - a więc w mieście niebezpieczne. Tak twierdzi unia i nakazała producentom opracowanie systemów ostrzegających cały świat dookoła, że oto nadjeżdża auto. Tak na wszelki wypadek.

Kolejnym problemem - właściwie największym - jest zasięg elektryków i czas niezbędny do ich naładowania.

Auto dla wielu z nas jest elementem gwarantującym pewną niezależność. Możemy w dowolnym momencie pojechać w dowolne miejsce. Bez oczekiwania na przystanku, dzwonienia gdziekolwiek, etc. Jedyne co nas ogranicza to czas i budżet - wszak auta nie jeżdżą na powietrze.

W przypadku elektryków ta niezależność bywa znacznie ograniczona. W niektórych autach z silnikiem diesla zasięg na pełnym baku pozwala pokonać około 1000 kilometrów. W przypadku elektryków zasięg rzadko kiedy sięga 500... a w niektórych autach nie przekracza nawet 300. Co to oznacza w praktyce? Planowanie podróży z uwzględnieniem stacji ładujących i przerwy w trasie sięgające około godziny. Oczywiście wszystko zmierza w kierunku uczynienia elektryków bardziej praktycznymi i wymagającymi mniej wyrzeczeń.

Czy zatem „elektryki” to przyszłość? Pewnie tak, ale raczej nie najbliższa. Nim na dobre zawitają na naszych drogach, musimy poczekać na rozwinięcie się infrastruktury i spopularyzowanie technologii - to z kolei sprawi, że auta elektryczne staną się tańsze i dostępne dla większości z nas. W tej chwili auto elektryczne raczej jest gadżetem, który ma oznajmić światu, że jesteśmy „environment friendly” i zależy nam na misiach polarnych i amazońskich lasach.

Oczywiście nam też zależy, ale póki żyjemy w kraju, gdzie niemal cały prąd pochodzi ze spalania węgla, elektryki tak naprawdę nie będą eko.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Elektryczne hiperauto Porsche - nie w najbliższym czasie
  2. Polska policja podsumowała majówkę - statystyki długiego weekendu
  3. Pielęgniarka z Wrocławia kolejną ofiarą ataków
Następny artykuł