Tesla Model S
Źródło: Photo by Andreas Dress on Unsplash

Czy samochód elektryczny to przyszłość? Analizujemy obecne trendy

Piotr SzczurowskiPiotr Szczurowski
18 Marca 2020

Ciężko przewidzieć jak sytuacja w motoryzacji będzie wyglądać za kilkanaście lat. Staramy się przewidzieć w jakim kierunku zmierza trend i do czego może doprowadzić. Czy zatem samochody elektryczne na dobre wyprą tradycyjne z rynku? Staramy się odpowiedzieć.

Ponad 20 lat temu wszystko było jasne. Auta były spalinowe, a prąd był dobry do RTV i AGD (artykuł niesponsorowany).

Potem sytuacja zaczęła się zmieniać - Japończycy na czele z Toyotą i Hondą rozpoczęli elektryfikację swoich produktów i weszliśmy w erę aut hybrydowych. Jesteśmy na etapie, w którym silnik elektryczny wspomagający pracę poczciwego benzyniaka nie jest niczym niezwykłym - a wszystko wskazuje na to, że wkrótce benzyniaki/ropniaki bez dopingu będą czymś rzadko spotykanym.

A teraz samochód elektryczny możemy kupić w salonie większości producentów.

Jaki będzie następny etap? Najprawdopodobniej wkroczymy w erę samochodów elektrycznych. Dlaczego?

Czy za kilkanaście lat nasze wnuki na widok auta zamiast "wrum wrum" będą wydawać dźwięki typu "wziuuuuum"? A może "łiiii"?

Jakkolwiek głupie pytanie porusza jedną z istotnych kwestii motoryzacji elektrycznej. Dźwięk. A właściwie jego brak. Większość producentów, szczególnie marek luksusowych, dąży do jak najlepszego wyciszenia wnętrza swoich aut. Ma to sprzyjać poczuciu odcięcia od świata i zwiększonego komfortu. W samochodach elektrycznych wewnątrz słyszymy praktycznie tylko powietrze opływające nadwozie i dźwięk toczących się opon.
Brzmi świetnie? Nie, jeśli jesteś pieszym zagapionym w telefon. Jednym z problemów aut elektrycznych jest to, że są niemal niesłyszalne - a więc w mieście niebezpieczne. Tak twierdzi Unia Europejska i nakazała producentom opracowanie systemów ostrzegających cały świat dookoła, że |oto nadjeżdża samochód". Tak na wszelki wypadek.

Kolejnym problemem - właściwie największym - jest zasięg elektryków i czas niezbędny do ich naładowania.

Auto dla wielu z nas jest elementem gwarantującym pewną niezależność. Możemy w dowolnym momencie pojechać w dowolne miejsce. Bez oczekiwania na przystanku, dzwonienia gdziekolwiek, etc. Jedyne co nas ogranicza to czas i budżet - wszak auta nie jeżdżą na powietrze. Samochód elektryczny niestety wciąż tego nam nie zagwarantuje.

W przypadku elektryków ta niezależność bywa znacznie ograniczona. W niektórych autach z silnikiem diesla zasięg na pełnym baku pozwala pokonać około 1000 kilometrów. W przypadku elektryków zasięg rzadko kiedy sięga 500... a w niektórych autach nie przekracza nawet 300. Co to oznacza w praktyce? Planowanie podróży z uwzględnieniem stacji ładujących i przerwy w trasie sięgające około godziny. Oczywiście wszystko zmierza w kierunku uczynienia elektryków bardziej praktycznymi i wymagającymi mniej wyrzeczeń.

Czy zatem "elektryki" to przyszłość? Pewnie tak, ale raczej nie najbliższa. Nim na dobre zawitają na naszych drogach, musimy poczekać na rozwinięcie się infrastruktury i spopularyzowanie technologii - to z kolei sprawi, że auta elektryczne staną się tańsze i dostępne dla większości z nas.

W tej chwili auto elektryczne raczej jest gadżetem, który ma oznajmić światu, że jesteśmy "environment friendly" i zależy nam na misiach polarnych i amazońskich lasach. Oczywiście nam też zależy, ale póki żyjemy w kraju gdzie, niemal cały, prąd pochodzi ze spalania węgla, elektryki tak naprawdę nie będą eko.

Następny artykuł